Bikepackingowa eksploracja Słowacji

Jednodniowe włóczęgi po nowym terenie są fajne i bywają ekscytujące, lecz nie sposób jest w pełni poczuć klimatu, panującego w nowym dla siebie terenie. Potrzeba do tego czasu, dystansu od codzienności, wczucia się w lokalną atmosferę i kontaktu z tubylcami. Dlatego postanowiliśmy uzbroić nasze rowery w torby z dorobkiem i ruszyć na poznanie kolejnego skrawka Słowacji, śpiąc wśród zwierzyny leśnej niczym nieogrodzeni.

Jakie tereny chcieliśmy przeczesać?

Poprzednim razem jeździliśmy w okolicach Jeziora Bystrica i Oravska Lesna (tutaj o tym przeczytasz).

Trzymając się blisko granicy, tym razem oddaliliśmy się nieco na wschód pod masyw Pilska i Babiej Góry, by zakręcić się w dalszej części weekendu przy Jeziorze Orawskim. W dniu powrotnym mieliśmy jeszcze sprawdzić obiecujące szutry nad Złatną już w naszym kraju, do których dojazd z obu stron był pod mocnym znakiem zapytania.

Ujdzie prawda? 🙂

Czy tym razem „słowackie szutry nie zawiodły”?

Hmm i tak i nie. Ten, kto mnie zna, ten doskonale wie, że w pierwszej kolejności skupiam się na negatywnych aspektach podróży, tym co można poprawić, udoskonalić i przygotować się lepiej na kolejną przygodę. Taki pesymizm twórczy, a nie dołujący można powiedzieć. Jednakże w eksploracji nieznanych terenów zawsze jest coś, co nas zaskakuje, nieważne ile byśmy nie analizowali tereny przed monitorem.

Po stronie słowackiej rozczarowania praktycznie nie było, poza niewielkimi odcinkami na południe od szczytu Babiej Góry. Szuter we wschodniej części trasy bywał nieco zbyt gruby, tłuczniowy i z dziurami. Natomiast trasa biegnąca od granicy w Glince, między szczytami Komarne i Gruniky, a dalej będąca przytulona do Susavy i Magurki, nie ma w sobie nic do zarzucenia, szuter pierwszej klasy. Brakowało jedynie widoków, które pojawił się za kilkanaście kilometrów u podnóża Małej Babiej Góry. Wybraliśmy środkową, górzystą ścieżkę pod Ostry Vrch, z której są przepiękne widoki. Iwo z Grześkiem przejechali trasę poniżej i powyżej naszej (link do Stravy) i także mieli świetne odczucia z nich.

Kolejnym świetnym szutrem na Słowacji był odcinek, który pokonaliśmy, wracając ku naszej granicy. Przecinając trasę z pierwszego dnia od południa z miejscowości Mutne, wbiliśmy się w zbocza w pobliżu Pilska, okrążając masywy Mechy Mincol. Następnie był dłuuugi zjazd do doliny nowo wylanym asfaltem, przez którego mieliśmy trochę mieszane odczucia. Tak głęboki wjazd w las nawierzchnią bitumiczną jest trochę za dużą ingerencją w krajobraz.

…szkoda, że po naszej stronie nie mamy tylko takich problemów.

Złote trzy trasy to wiadomo – premiumy, czerwone odcinki są bardzo słabe
Przy granicy słowacko-polskiej poniżej Babiej Góry

Niewykorzystany potencjał po stronie polskiej

Z wyżej wspomnianej doliny wjeżdżaliśmy przyjemnym podjazdem w kierunku Przełęczy Bory Orawskie. Chcieliśmy się dostać na pięknie wijące się szutry, które wciskają się i wypychają z masywu Rysianki, okrążając Bacmańską Górę. Nie było to łatwe i przejście (ciężko to było można nazwa jazdą) granicy nie należało do najłatwiejszych. Ujeby, wycinki drzew, kamulce, ostry zjazd w dół po zboczu, znoszenie roweru służącego jako asekuracja, a potem trochę wypychu i wreszcie podjazdu, aby móc rozpocząć jazdę prawdziwymi szutrami. Możliwe, że od Rysianki przez Trzy Kopce będzie przyjemniejsze dojście, może innym razem sprawdzimy ten wariant. Kontynuacji ścieżki ze Słowacji, którą jechaliśmy jednak nie ma możliwości.

Ostre zejście, w którym rower jest asekurantem
Złote szutry premium, czerwone to wypychy itp utrudnienia

Trud się jednak opłacił i to jeszcze jak!

Piękna słoneczna pogoda, widoki zapierające dech w piersiach i ta wijąca się trasa po pofałdowanym zboczu masywu. Pędzić na pełnej k. ciesząc się w pełni ostrą jazdą, robić zdjęcia i filmy mogące otworzyć nie jedną koparę czy po prostu stanąć i podziwiać otaczające piękno, wsłuchując się w dźwięki natury niezagłuszone cywilizacją – nie sposób zdecydować. To idealny opis pasujący do idealnej trasy, lecz…

To jednak miało swoją cenę i nie rozumiemy jak można było to tak spier… nie wykorzystać. Zbliżając się coraz bliżej Zapolanki, miejsce szutru zajęła ziemia, błoto i trawa, jednym słowem ujebowisko. W dalszej części na środku szlaku postanowił się ktoś wybudować, ogradzając znaczny teren płotem z drutem pod napięciem (może tylko ze względu na konie, a może także ludzi, kto wie), przez co zarówno my jak i turyści piesi, musieliśmy wspinając się ostro pod górę, a potem schodzić dziką ścieżką o podobnym nachyleniu w dół za prywatną własnością. Dalej było trochę asfaltu, znowu ujebów, sporych kamieni na szlaku aż przed Rajczą można było dać wytchnąć rękom. Ten końcowy odcinek pewnie dałoby się lepiej poprowadzić. Nie zmienia to jednak faktu, że aby nacieszyć się wijącym się szutrem, ciężko będzie dostać się bezproblemowo do niego. Zdecydowanie jest jednak warty poświęcenia.

Wijące się szutry nad Złatną

Raz lepiej, raz gorzej, ale pewnie pogoda wynagradzała to wszystko?

W niedzielę ostatniego dnia jak najbardziej. Sobota z rana była przyzwoita, aż jadąc w kierunku Namestova, Babia Góra powoli zaczęła znikać w gęstym mleku. Chwilę później zaczął padać nieintensywny, lecz długotrwały deszcz, który odpuścił dopiero tuż przed zachodem słońca. Trasę musieliśmy zmodyfikować przez pogodę, a także lekkie rozczarowanie jakością tras przygranicznych powyżej Jeziora Orawskiego.

Dość tego narzekania

Bo wcale nie było zbyt wiele powodów do niego. Lubimy eksplorować po swojemu nowe trasy w nieznanym terenie i wiemy, z czym to się wiąże. Tam, gdzie był trud wnoszenia, potem wieczorem przy ognisku następowało wynagrodzenie. Ilość chatek ogólnodostępnych jest na tyle duża przy górskich odcinkach pokonanych tras przez nas, że namiot i tarp stają się zbędne, ku uciesze mięśni niemuszących wtaczać pod górę dodatkowej masy.

W niedługim czasie będzie kolejna okazja do poznania dalszych terenów tego pięknego kraju, więc i nowe materiały dla Was 🙂


Damian Ciaćma
Damian Ciaćma

Włóczykij niespiesznie kręcący zawsze w stronę zachodzącego słońca. Miłośnik kimania na łonie natury, nieskatalogowanych atrakcji i minimalizmu. Pasję do dwóch kółek łączy z fotografią, z których pomocą tworzy swój mały świat.

Artykuły: 30