Gravelem po Słowacji. Ach… jak tu pięknie

Mieszkać u podnóża Beskidu Śląskiego i nie zahaczyć o naszych południowych sąsiadów raz do czasu? Toż to prawie jak grzech… którego nie mógłbym sobie wybaczyć po tym, co zobaczyłem w ostatnim roku jazd po Słowacji.

Gravelowo z chłopakami, mimo że jest to niewielki kraj, dopiero go liznęliśmy, a wbity żwir w języki czujemy do dzisiejszego dnia. Nic dziwnego, bo szutry mają naprawdę bardzo dobrej jakości, idealne do przygody zbliżającej (w naszym odczuciu) do natury bardziej niż po naszej stronie granicy. Możliwe, że jest to klasyczna „trawa bardziej zielona po drugiej stronie płotu”, lecz postaramy się to jeszcze sprawdzić przy kolejnych wyprawach do sąsiada z południa.

A te zapowiadają się przepysznie.

Surowa dzika cisza

Region naszych włóczęg mieścił się mniej więcej od miejscowości Cadca przez Zakamenne po Babią Górę, oraz dwóch wypraw, o których już pisaliśmy na blogu: 4 kraje w dwa dnijednodniowa trasa wokół Tatr.

Odnoszę wrażenie, że cywilizacja może i jest tutaj podobnie jak u nas obecna na tym samym poziomie (z wyjątkiem płacenia kartą), lecz tylko tam, gdzie jest ona potrzeba. Wraz ze malejącą wielkością miejscowości, zagęszczeniem zaludnienia, natura coraz bardziej przejmuje dowodzenia, by zupełnie zdominować krajobraz widoczny naokoło. U nas, szczególnie w Beskidach Śląskim, Żywieckim oraz Małym bliskość zabudowań, hałasu, tej „nowoczesności” jest bardziej… uciążliwa powiedziałbym. Oczywiście z punktu widzenia turysty , chociaż takiego balansu natura-cywilizacja, zwierzęta-człowiek myślę, że świat bardzo potrzebuje.

Ktoś mógłbym powiedzieć, żebym przejechał się na Podlasie lub inny dowolny region, aby poczuć pustkowie na własnej skórze. Byłem, doświadczyłem, lecz skupiam się w tej chwili na Beskidach naszego regionu oraz słowackiego :).

Szutry jak marzenie?

Na wielu odcinkach złoto było prawdziwe, niezanieczyszczone gramem ujebów, dopieszczone pięknymi widokami na pasmo Małej Fatry. Bywały także odcinki gorszej jakości, lecz te nie były zbyt częste, a ogólnie jakość gravelowej nawierzchni na trasach, jakie zjechaliśmy, oceniłbym na minimum bardzo dobre. Też warto powiedzieć, że w ciemno nie jedziemy i trasy dokładnie planujemy, korzystając z kilku narzędzi, aby zwyczajnie nie tracić czasu na jazdę w złym terenie.

O tym jak tworzymy trasy opowiemy innym razem szerzej.

Perełka przygranicza – Jezioro Nova Bystrica

Trzydzieści kilometrów wijącej się szutrowej ścieżki wokół jeziora wnikającej wgłęb lądu, by po chwili zanurzyć się w jeziorze szorstkim jęzorem. W słoneczny dzień woda przyjmuje piękny błękit z zielonym odcieniem, nad którym jadąc po północnym brzegu, raczymy się widokiem na Małą Fatrę z charakterystycznym, poszarpanym szczytem Wielki Rozsutec.

Łatwość dojazdu i parking przy tamie jednak nie sprawia, że na trasie są tłumy i to jest w tym niesamowite. Myślę, że ten tekst nie sprawi, że nagle stanie się tam tłoczno jak na targu w sobotę, więc jeżeli nie byliście w tym malowniczym miejscu, to już wiecie gdzie jechać w najbliższym czasie.

Gravelowe pustkowie

Lasy w okolicach Oravska Lesna, do których jest rzut berem na wschód od Novej Bystricy, mają w sobie tylko trzy cechy: drzewa, szutry i czystą wodę ze źródeł. Nie ma tam nic więcej, więc lepiej zaopatrzyć się w większy zapas żywności, bo te ścieżki potrafią wciągać. Są tak dobre, jak te w okolicach Tarnowskich Gór, lecz mają przewyższenia a co za tym idzie prędkość oraz piękne widoki. A to wszystko utrzymując wysokość 800-1100m, odseparowując codzienne życie pełne problemów z dala od siebie.

Kolej na kolej

Wytężając słuch, przy odrobinie szczęścia w pobliżu miejscowości Tanecnik, w której mieści się Orawska Kolej Leśna, usłyszymy dźwięk silnika spalinowego lokomotywy, wczołgującej pasażerów na przełęcz Beskyd (939m). Jest to kolej wąskotorowa, kursująca praktycznie przez cały rok z wyłączeniem dwóch krótkich okresów w listopadzie i grudniu, która została oddane do użytku turystycznego. W wyżej wspomnianej miejscowości mieści się niewielkie muzeum z kilkoma atrakcjami, będące wspomnieniem historii sięgającej roku 1918.

Eksploracji ciąg dalszy

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, co każdy dobrze wie. Tak jest w przypadku Słowacji, która może jeszcze nie podbiła zupełnie naszych serc, lecz jest ku temu bardzo blisko. A my uprawiając kolarstwo romantyczne, nie będziemy mieli nic przeciwko temu, jeżeli kolejnymi pięknymi przygodami, te zmęczone od podjazdów serca zostaną przekute strzałą niczym dętki pod monopolowym o 5 nad ranem.

Będziemy dalej odkrywać tę krainę, dostarczając Wam najlepszych szutrów z regionu, do których mamy nadzieję uda nam się zorganizować niejedną wyprawę z Waszym udziałem, także bikepackingową.


Damian Ciaćma
Damian Ciaćma

Włóczykij niespiesznie kręcący zawsze w stronę zachodzącego słońca. Miłośnik kimania na łonie natury, nieskatalogowanych atrakcji i minimalizmu. Pasję do dwóch kółek łączy z fotografią, z których pomocą tworzy swój mały świat.

Artykuły: 30