Czy to już jest ta upragniona wiosna? Byłoby wspaniale, lecz natura lubi z nami pogrywać i dawać nadzieję, po czym ją zabierać zostawiając rozczarowanie na twarzach. Kilkudniowe ocieplenie do blisko 20 stopni i pełne słońce, zostało jednak wykorzystane w najlepszy możliwy sposób — na rowerze w doborowym towarzystwie.
Spragnieni, zostaną napojeni.
Wodą także, chociaż jak zwykłem często zasilać bidony z górskich strumyków, tak w czasie roztopów mam ku temu obawy. Może niepotrzebne, ale wolę nie podbijać średniej prędkości z powodu… dwójki na trasie.
Wszyscy oczywiście byli spragnieni jazdy, słońca, tego ciepełka na skórze, która ukrywała się przez kilka miesięcy pod grubymi swetrami. W zimie, jeżeli zdecydujemy się na jazdę na zewnątrz, to wybieramy raczej solowe przejazdy lub bardzo małym gronie, a więc ludzi także nam brakowało. Mi szczególnie uszczypliwości, żartów z drugim dnem i czasem na poziomie…tego dna. Ale tacy już jesteśmy, nieidealni, dlatego tak lubimy nasze niepoważne towarzystwo.

Termin i trasa do zmiany
Ustawkę przekładaliśmy z uwagi na warunki panujące w górach (zdjęcia z objazdu tras). Pierwotnie, trasa miała przebiegać przez przepiękny szuter, biegnący z Salmopolu ku Węgierskiej Górce. Odczekanie dwóch tygodni nie poprawiło jednak sytuacji, a ciepło i słońce w ciągu dnia oraz mroźne noce sprawiły, że na 900 metrach było lodowisko.
W związku z tym nie było innego wyjścia jak dostosowanie trasy do pokrywy śnieżnej i wyrysowanie śladu, sięgającego maksymalnie 700 metrów wysokości.
Czy trasa się podobała? Zdecydowanie, chociaż utrzymany start ze Skoczowa był trochę na siłę, ale już tego nie chcieliśmy zmieniać. Część z Was może mieć flashbacki z ustawki Brzegiem Gór, co jest dobrym tropem. Przybyło kilka odcinków szutrowych od tamtego czasu, co wykorzystaliśmy.
Jak widzicie na zdjęciach, warunki były zacne. Nie obyło się bez mini objazdu, ale po zimie my także musimy się odrdzewić… w benzynie, a potem woskiem, wiadomo.
Garminy nie ogarniają
Przyznaję, ogłoszenie zmiany kierunku pokonywania trasy na przeciwny 2 minuty przed wyruszeniem, nie było zbyt inteligentne. Podyktowane było to tym, że jakość nawierzchni na podjazdach była gorsza niż na zjazdach. A wiadomo, pragniemy lecieć na pełnej z góry.
Nie spodziewałem się jednak, że dla markowych nawigacji to będzie aż takie wyzwanie. W Wahoo jako tako sobie daliście radę, ale Garmin potrzebował wsparcia z aplikacji. Dodatkowo ślady nie były identycznie odwzorowane do pierwotnego… eh, kolejny powód, dlaczego ciągle jestem przy Locusie w telefonie 🙂


Łyda podawała?
Składam ręce do oklasków, bo większość z ustawkowiczów, dobrze przepracowała zimę. A przynajmniej nie przeleżała i łyda dawała radę. Ja do nich się nie zaliczałem, ale mam nadzieję, że pod płaszczykiem uśmiechu, niejedyny cierpiałem.
Mamy dopiero marzec na szczęście i miesiąc solidnej jazdy już każdego przygotuje, aby w kwietniu zacząć robić trasy po Beskidach z prawdziwego zdarzenia. Planujemy oczywiście kolejne ustawki oraz eksploracje, na które zapraszamy.


