Ustawka – Brzegiem Gór

Po zeszłotygodniowej lajtowej ustawce, tym razem miało być nieco bardziej w beskidzkim stylu.

Czy było? Aż nadto można powiedzieć, bo pogoda postanowiła dołożyć się do tego sowicie.

Mżawka siąpiła od rana, ustępując dopiero po kilku godzinach jazdy. To jednak wystarczyło aby w połączeniu z zimnem tego dnia, wychłodzić nas na zjazdach i postojach. Na szczęście podjazdów nie brakowało, więc jako taka równowaga termiczna można powiedzieć była zachowana.

Nie zawsze musi świecić słońce aby było pięknie

Słońca brakowało, lecz w jego miejsce pojawiła się mgła. Gęsta jak 3,5 procentowe mleko, z biegiem czasu zmniejszało zawartość tłuszczu, zatrzymując się na 0,5 procentowej lurze. Klimatu nadaje to zdecydowanie ale bądźmy szczerzy, chociaż tą godzinkę ze słońcem chętnie byśmy dzisiaj spędzili.

Mokrzy z góry przez pogodę, mokrzy od dołu przez rysownika trasy. Pierwsza połowa trasy obfitowała w błoto, zjazdy po niepewnym podłożu poprzecinanym wzdłuż śliskimi korzeniami drzew, strumyki oraz nieco większe potoki, przez które trzeba było jakoś się przedrzeć. Nie wszyscy wyszli z tego suchą stopą i… taki był tego cel. 🙂

Tak blisko, a tak daleko by chociaż stopa pozostała sucha tego dnia
Klimatycznie było w tej mgle

Trasa bez atrakcji, byłaby monotonią

Przygody, wspomnienia nie tworzą się na nudnych, monotonnych trasach. Trzeba było dodać pikanterii (tak jakby do tej pory było nudno). Tej miał nam nieco dodać urbex opuszczonej piramidki w Ustroniu. Niestety wszystko było ogrodzone całkiem nie starym płotem, więc musieliśmy obejść się jedynie smakiem. W lokalnym nieistniejącym przewodniku napisali, że wejście jest bezproblemowe. Widocznie jakiś stary egzemplarz dorwałem. Miło było jednak zobaczyć z bliska te budowle, widoczne po wielokroć z dalekiej odległości na panoramie tej części Beskidów.

Ruiny kościoła ewangelickiego w Grodźcu natomiast jak stały wcześniej, tak stały i dzisiaj. Bluszczem wszystko porośnięte wokoło, dodawało niezwykłej atmosfery. Brakowało tylko mgły co wcześniej nas otulała, a byłby klimat iście filmowy.

Instagramy same się nie zrobią

Damian Ciaćma
Damian Ciaćma

Włóczykij niespiesznie kręcący zawsze w stronę zachodzącego słońca. Miłośnik kimania na łonie natury, nieskatalogowanych atrakcji i minimalizmu. Pasję do dwóch kółek łączy z fotografią, z których pomocą tworzy swój mały świat.

Artykuły: 30