Ustawka – Wokół Baraniej Góry

Nie lubimy popularnych i oklepanych określeń, lecz niedzielna trasa ustawki to było szutrowe złoto.

Kto był z nami, ten z pewnością zapamięta tę wycieczkę na dłużej, a komu nie było dane przybyć, ten niech nadrobi zaległości ściągając GPX-a z dołu strony i rusza na szlak :).

Jaka trasa, taka ekipa

Mieliśmy małe obawy czy nieco większe przewyższenia na trasie nie zniechęcą ludzi do przybycia. Niepotrzebnie, bo zebrało się nas prawie dziesięciu. Sama śmietanka można by rzec, wraz z Pawłem organizującym wyścigi w ramach Szutrów Śląskich.

A nasza niedzielna trasa zaczynała się w Węgierskiej Górce, chociaż niektórzy już trochę kilometrów mieli w nogach, oszczędzając na bilecie pkp. Te pieniądze z pewnością przydały się w Schronisku pod Baranią Górą, w której wrzuciliśmy coś na ząb. Ceny niektórych produktów wprawiały w osłupienie, może stąd ta nazwa schoniska – Przysłop. 🙂

Szutry tylko klasy premium

Sama trasa przebiegała bardzo płynnie i gładko, bez zbędnych szarpnięć, wypychów czy przedzierania się przez szerokie strumienie. Asfalt z początku podjazdu szybko zrobił miejsce dla naszej ulubionej nawierzchni. A ten szuter to naprawdę, mógłby grać główną rolę w reklamie gravelowej.

Można lubić podjazdy, które jak nic innego nie poprawiają naszej kondycji. Można uwielbiać zjazdy za adrenalinę i wiatr we włosach, jeżeli jeszcze komuś się uchowały. Ale to, co kochamy wszyscy to możliwość jazdy w górach po grzbiecie lub zboczu, utrzymując stabilną wysokość. Tak też było tym razem, jadąc 20 kilometrów, podjeżdżając i zjeżdżając naprzemiennie z 900 na 1000 metrów. To mogłoby trwać w nieskończoność, lecz jak wszystko dobre, szybko się kończy.

Gorące promienie słońca oblały góry tej niedzieli, dając nam świetne warunki nie tylko do jazdy, ale również do podziwiania widoków. Za naszymi plecami rozpościerało się pasmo przygraniczne na czele z Wielką Raczą. W dalszej części trasy po lewicy mieliśmy pasmo Czantorii już widoczne jak na dłoni. Aż żal było zjeżdżać do Białego Krzyża, gdzie rozdzieliliśmy się na dwie grupy, kończąc ten piękny dzień.


Damian Ciaćma
Damian Ciaćma

Włóczykij niespiesznie kręcący zawsze w stronę zachodzącego słońca. Miłośnik kimania na łonie natury, nieskatalogowanych atrakcji i minimalizmu. Pasję do dwóch kółek łączy z fotografią, z których pomocą tworzy swój mały świat.

Artykuły: 30