Ustawka – Trinec

Gdy grillowana kiełbasa przejada się, przychodzi pora na krótkie wspomnienie naszej trzeciej tegorocznej ustawki.

Ostatni dzień kwietnia wypadał w niedzielę, więc można uznać, że to majówka w pełni sile. Mocy natomiast zaczynało brakować opadom deszczu, które utrzymywały się jeszcze o poranku, zmuszając nas do dojazdy na lotnisko w Bielsku-Białej w kurtka przeciwdeszczowych.

Możliwe, że pogoda odstraszyła niektóre osoby, które potem w trakcie dnia jak pięknie świeciło słońce, pluli sobie w brodę. 😉

Maseczka błotna dla naszych rowerów

Deszcz jednak zrobił swoje. W Lesznej Górnej, w której ponownie odwiedziliśmy wyjątkowo fotogeniczny kamieniołom, topiliśmy się w błocie. Skutecznie zapychało nam koła, oblepiało nawet szprychy, a napęd zgrzytał jakby nigdy oleju nie widział na oczy.

Nieco ociężali przez ciężar błota na rowerach, wjechaliśmy do Czech, gdzie mogliśmy podziwiać majestatyczną Hutę Żelazną. Wszędobylski rdzawy kolor okrywał każdy metalowy element huty, lecz nie była ona wbrew pozorom opuszczona.

Tutaj zawsze wychodzą dobre zdjęcia

Niewybaczalnym nieodwiedzone jest to, co na wyciągnięcie ręki mamy

Třinecké Železárny produkują najwięcej stali w Czechach, a tradycja produkcji sięga aż 1839 roku. Mieszkając tak blisko, niewybaczalnym wręcz byłoby nie odwiedzić tak wyjątkowego miejsca.

Na popas wybraliśmy się do naszego Cieszyna jadąc wałami Olzy, by w dalszej części wjechać w Cieszyńską Wenecję. Przez małą pomyłkę w wyznaczaniu trasy, zrobiło się nieco bardziej przygodowo. Potok Ropiczanka mogliśmy przekroczyć na dwa sposoby. Wrócić się kilkaset metrów i przejechać jak zwykli turyści asfaltem na drugi brzeg, lub jak eksploratorzy przez wielkie E, przedzierając się przez potok na bosaka czyszcząc przy okazji rowery z brązowej mazi. Co wybraliśmy to chyba oczywiste :).

Powrót był w coraz to bardziej romantycznej atmosferze, chylącego się ku zachodowi słońca. Kręte wiejskie drogi zauroczyły nas w regionach miejscowości Haźlach, Ochaby Wielkie i Pierściec. Wrócimy w nie z pewnością jeszcze nie raz, jako alternatywną trasę do tej biegnącej wzdłuż Wisły.


Damian Ciaćma
Damian Ciaćma

Włóczykij niespiesznie kręcący zawsze w stronę zachodzącego słońca. Miłośnik kimania na łonie natury, nieskatalogowanych atrakcji i minimalizmu. Pasję do dwóch kółek łączy z fotografią, z których pomocą tworzy swój mały świat.

Artykuły: 30