Ustawka – Goczałki

Bywa czasem tak, że najlepszym wyjściem jest to najprostsze i tak było w przypadku naszej dziesiątej tegorocznej ustawki. Goczałki to zawsze dobry wybór, kiedy … mamy za duży wybór.

To trochę tak jak ze słodyczami w hipermarkecie. Dwa dłuuugie regały, zapełnione od podłogi po sufit najróżniejszymi słodkościami, mogącymi zaspokoić każde podniebienie. Człowiek wtedy zwyczajnie głupieje i nie może na nic się zdecydować. A jeszcze przy kasach twixy i inne snikersy czekają przecież.

Myśmy nie mogli zdecydować się gdzie jechać, mając zwyczajnie za dużo pomysłów w głowie. Może tu, może tam, a tutaj nie wszyscy by chcieli, a do tamtego miejsca trzeba dojechać. Jak widać, inne plany jeszcze muszą się przetrawić i zostać „przespane”.

A Goczały jak to mają w zwyczaju, nie zawodzą. Szczególnie jeżeli na trasie mamy tak pyszne lody i ciasta w Strumieniu. Dotarliśmy tam, niemalże ocierają się o brzegi Jeziora Goczałkowickiego, jadąc częściowo po trasie Wuteerki.

Klasyczne włóczenie się z uzupełnianiem elektrolitów

Kilka machnięć korbą dalej, natrafiliśmy na świetny odcinek szutrowy, po którym zaschło nam w gardłach. A jak wiadomo, pył najlepiej wypłukuje się złocistym trunkiem, którego jak już ustaliliśmy, w celach leczniczych piliśmy nad Jeziorem Łąka.

Dalsza trasa to włóczenie się między stawami, w których spokojnym krajobrazie chaosu dostarczyły żwirownia i kopalnia z hałdami. Tak to już u nas jest, że natura musi walczyć z urbanizacją.

Może wydawać się, że to walka nierówna i przyroda jest na straconej pozycji. Nic jednak bardziej mylnego. Wystarczy zobaczyć na pięknie rosnący las wewnątrz byłej cegielni, umiejscowionej pośród czechowickich stawów. To, co człowiek zabrał, natura powoli, ale konsekwentnie odbiera.


Damian Ciaćma
Damian Ciaćma

Włóczykij niespiesznie kręcący zawsze w stronę zachodzącego słońca. Miłośnik kimania na łonie natury, nieskatalogowanych atrakcji i minimalizmu. Pasję do dwóch kółek łączy z fotografią, z których pomocą tworzy swój mały świat.

Artykuły: 30